-Basia-
Zaczaiłyśmy się przed wejściem do kamienicy, przyjmując gangsterskie pozy. Gdy Marta nas zauważyła, stanęła jak wryta.-Co wy robicie?-zapytała zdziwiona.
-Urywamy ci jaja-oznajmiłam z powagą. Wskazałam ręką na drzwi kawiarni.-Zapraszamy do środka. Mamy do pomówienia, młoda damo.
Usadziłyśmy Martę przy jednym ze stolików, po czym same, z rękoma skrzyżowanymi na piersi, rozpoczęłyśmy przesłuchanie.
-JAK BYŁO?!-wrzasnęła podekscytowana Ada, rzucając się na krzesło obok niej.
-ADA! Miałyśmy urwać jej jaja!-zganiłam ją.
-Noicooo?!-przewróciła oczami.-Siadaj, nie gadaj głupot-odsunęła mi krzesło po czym pociągnęła mnie za rękę tak, abym na nim usiadła. Zwróciła się do Marty.-Jak było?!
Brunetka wzruszyła ramionami, wzdychając głęboko.
-Dobrze... Chyba..-odparła krótko.
Uniosłam lekko brwi.
-Na pewno? Wydaje mi się, że coś nie tak-stwierdziłam podejrzliwie.-O co chodzi?
Marta wbiła wzrok w stół, nie chcąc widocznie odpowiadać na pytanie. Ada złapała ją za ramię i zaczęła nią trząść.
-Powieeedz, poowiedz, no! Nie bądź taka, chcemy wiedzieć!
-No dobra, dobra!-przewróciła oczami.-Nie było kiss kiss.
COOOOO?! Z wrażenia aż zerwałam się z miejsca.
-Jak to: Nie było kiss kiss?!-krzyknęłam oburzona.-Żartujesz sobie?!
Wzruszyła znowu ramionami.
-No nie było. Było fajnie, kolacja, później spacer, miło pogadaliśmy, ale... Nie było kiss kiss. Tylko w policzek.
Opadłam z powrotem na krzesło i z frustracją przytuliłam stół.
-Jaki żaaaaaaaaal-oznajmiłam inteligentnie.-Czy żaden facet na tym świecie nie ma już jaj?
-A co? Możdżonek nie odpisał?-zmarszczyła czoło brunetka.
Zgromiłam ją wzrokiem. Fuknęłam, wbijając spojrzenie w ulicę za oknem. Gdyby to chodziło o to, że on nie odpisał...Wtedy przynajmniej nie musiałabym się przejmować tym, że jestem zbyt wielkim tchórzem, żeby do niego napisać. Tym razem, w akcie frustracji przytuliłam oparcie krzesła.
-Nie, Kurek nie odpisał-odpowiedziała z rozżaleniem Ada.-Od porannego treningu ani jednego smsa nie wysłał.
-Serio?-zdziwiła się.-To ty napisz!
Zmarszczyłam brwi, zastanawiając się nad sensem jej słów. W sumie...
-Racja-dodałam.-Czemu ty nie napiszesz?
Ada chwilę patrzyła się raz na mnie, raz na Martę, po czym z fochniętym wyrazem twarzy skrzyżowała ręce na piersi.
-Bo nie!-fuknęła.-Może lepiej ty napiszesz do swojego, co?!
Westchnęłam głęboko.
W sumie..
Racja..
Niesiona niesamowitym natchnieniem, wstałam od stolika.
-Dobra, dziewczyny, idę na górę. Do jutra.
Wpadłam do pokoju i usiadłam na łóżku. Sięgnęłam szybko po telefon leżący od wczorajszej nocy pod poduszką i odblokowałam ekran.
Wybrałam odpowiedni numer i nacisnęłam zieloną słuchawkę. Trzęsącymi się rękoma przytrzymywałam komórkę przy uchu, czekając, aż mężczyzna odbierze.
Usłyszałam głos. Serce zabiło mi szybciej. Szybko jednak znów się uspokoiło.
"Stan twojego konta wynosi 0 złotych, 4 grosze. Aby wykonywać wysyłać wiadomości i wykonywać połączenia..."
-KURWA!-wrzasnęłam.
Nim zdołałam pomyśleć, rzuciłam przed siebie telefonem, ślicznie trafiając w ścianę pod idealnym do rozpierdzielenia go kątem. Urządzenie rozsypało się na części. Klapka, bateria i karta wylądowały na podłodze z trzaskiem.
Nawet nie patrzyłam na to, czy spieprzyłam mojego ukochanego samsunga, na którego zapracowałam sobie jeszcze w Polsce, roznosząc ulotki. Opadłam bezsilnie twarzą w materac i zaczęłam płakać. Okropnym, nieopanowanym rykiem.
-Marcin-
Wiązałem buty na ławce przy boisku, patrząc się jak reszta chłopaków już się rozgrzewa. Udawałem, że śledzę ich ruchy, tak naprawdę będąc myślami kilometry stąd.W tej małej miejscowości, w której ją spotkałem. Nie mogłem nadal się pozbyć wspomnień o niej, nie ważne co samemu sobie gadałem. Wmawiałem sobie wczoraj, że nic nie straciłem, przynajmniej spróbowałem, ale...
-Co tak siedzisz, kapitanie?
Uniosłem wzrok na Czarnowskiego, który z uśmiechem zbliżał się do mnie raźnym krokiem.
-Wiążę buty-odparłem.
-Zrobiłeś to już jakieś dwie minuty temu, kiedy tutaj wszedłem-zauważył, unosząc wysoko brwi.-Teraz siedzisz i patrzysz się jak zaczarowany na Kurka, jakbyś się zakochał.
Zdezorientowany spojrzałem na zawiązane adidasy. Rzeczywiście... Naprawdę jest ze mną aż tak źle...? Patryk usiadł koło mnie, przyglądając mi się z zaciekawieniem. Spojrzałem na niego, marszcząc czoło w niemym zapytaniu.
Dłuższą chwilę nie odpowiadał, jakby wahając się, czy coś mi powiedzieć. Wreszcie, podrapał się po karku i wydusił z siebie:
-Tęsknisz za Hanią...?
Zmarszczyłem brwi.
Hania...
Wbiłem oczy w podłogę, zastanawiając się nad jego pytaniem.
Ta dziewczyna tak bardzo zakręciła mi w głowie, że praktycznie zapomniałem o mojej byłej narzeczonej, z którą rozstałem się niecały miesiąc temu...
Co właściwie czułem? Tęskniłem, czy nie?
Westchnąłem głęboko i podniosłem się z ławki. Skierowałem się po piłkę do kosza stojącego niedaleko i zwróciłem się znów do przyjaciela.
-Nie wiem, Patyś-odrzekłem, zgodnie z prawdą.-Nie mam bladego pojęcia.
*
Dupa, dupa, dupaaaa!
Nie podoba mi się ten rozdział. Jakiś taki bez emocji, bezduszny. Jak Ed Sheeran, jak rudy kumpel Harrego Pottera, jak rudy, tłusty kot mojej sąsiadki. Ale chociaż tyle jest. Ostatnio w ogóle myślałam, że przestanę to pisać, podobnie jak i drugiego bloga, bo miałam dużo ciężkich myśli, przeżywałam rozstanie z osobą która nawet nie wie, że się z nią rozstaję i... Taka sytuacja. Poza tym, z długich wakacji wróciła moja "dziewczyna", co doprowadza mnie do szaleństwa, jak już moje drogie czytelniczki zapewne wiecie, bo wam ryję banię 24/7. No i ogółem życie jest takie fajne, ale tylko jak mam Dzień Dziecka i słucham Reni Jusis :/ Nie wiem już co piszę, przestanę więc, chyba sobie fundnęłam ADHD bez własnej wiedzy YAY. Mam nadzieję że nie zwymiotowałyście i do przeczytania, może w ten magiczny dzień, w którym stanę się gimbusem, dodam coś jeszcze.
Hejki naklejki
-Jenny-